Matka nienawidziła mnie całe życie

Moja matka sama była poraniona, zdominowała mnie jak byłam mała, wkleiła się we mnie, żądała wyłączności, żebym żyła tylko dla niej. żebym dzieliła jej drobnomieszczańskie życie koncentrujące się wokół czynności domowych,  zazdrości koleżankom ich ładniejszych firanek.

Była zazdrosna o wszystko, co zaprzątało moja uwagę a nie było nią. Robiła mi awantury, jak wychodziłam na randki  z moim jedynym chłopakiem, robiła mi awantury jak wychodziłam na spotkania oazowe, nienawidziła moich przyjaciół. W oazie znalazłam potrzebne do uzdrowienia relacje, gdzie byłam przyjęta taką jaką wtedy byłam, gdzie nie musiałam niczego udawać, żeby uniknąć awantury, gdzie wreszcie znalazłam Boga,  którego całym sercem pokochałam, wszystkimi siłami swojej duszy i ciała.

Ciągłe awantury i próby odzyskania kontroli nad moim życiem. Bardzo chętnie dawali mi niewielkie pieniądze, albo większe, nie byli w stanie znieść mojej niezależności, moich dobrych ocen, mojej silnej osobowości. Mnie takie życie jako klon matki nie odpowiadało, nie potrafiłabym tak żyć. Jako małe dziecko byłam bita, pewnie mama nie potrafiła mnie wychowywać, oczekiwała, że będę wszystko umiała sama, gotować pomagać  w kuchni, KUCHNIA słowo klucz. Sama była wychowywana przez tyrana, tresowana do zajmowania się domem, jak pies. Nic innego dla niej się nie liczyło.

Nienawidziła moich sukcesów, mojej 6 na maturze. Zmuszała mnie do noszenia krótkich spódnic, jak w oazie zaczęłam się buntować i podłóżać spódnice, to była awantura o KAżDY centymetr.

Na studia wyjechałam do Lublina, potem rok pracy w Warszawie, i 2 lata w Karmelu, wiec wyszłam z domu jako 15-nastolatka.

Rodzice, biznesmeni, świat u ich stop, potrafili zmanipulować księży, siostry zakonne, żeby kontrolować moje życie. W czwartej klasie ogólniaka zmusili księdza prowadzącego oazę, żeby mnie w kazał odejść z oazy. Potem zmusili o. Alberta Wacha , żebym skończyła studia{chciałam wstąpić do karmelu}.W karmelu te pewnie namieszali, bo problemy zaczęły się dopiero po ich odwiedzinach.

Nie raz słyszałam od mamy: Zawsze będziesz do mnie wracała, Nie mów uff póki nie przeskoczysz rów, Jak spaść to z wysokiego konia. Nienawidziła tego, ze byłam szczęśliwa, ze miałam przyjaciół, ze miałam Boga i próbowała mi to odebrać. Walczyła ze mną, żeby mnie zmienić, jak tylko miała do tego jakakolwiek okazje. Może myślała, ze tak wygląda miłość.

W końcu wyprowadziłam się z domu, przeklęła mnie za to, zerwałam całkowicie kontakt. Już wszystko zaczynało się na Jasnej Gorze prostować, kiedy dowiedzieli się przez krewna, gdzie jestem, i znowu zaczęli manipulować środowiskiem kościelnym, żeby mnie do domu ściągnąć. Wtedy zaczęły się prześladowania ze strony sióstr, pomówienia.

Teraz rodzina odgrywa  jakieś szopki, żeby wyglądać na doskonalą rodzinę.

Jeydzili na Jasna Gore, żeby przejąć moja „władze”, która wydawało im się, że mam. Teraz, jak przypuszczam, ostro namieszali. Tata był w PZPR, potem zawsze optowali po stronie PO, oglądają tylko TVN.

Naprawdę starałam się nawiązać z nimi relacje, jakoś się pojednać, ale to było tylko dawaniem nadziei na to, że się zmienię. Zabierałam ich na rekolekcje charyzmatyczne, zamawiałam msze, zapoznawałam z moimi kierownikami duchowymi. Mama częściowo za przyczyną mojej modlitwy została uzdrowiona z ciężkich migren (trwale).

Starałam się żyć dobrze z bratową, zajmowałam się dziećmi, pomagałam jak mogłam.

Mama robi mi już teraz po prostu na złość. Naprzywoziła mi starej pościeli, dobre i to, ściereczek pociętych ze starej pościeli, starych , zużytych garnków.

W końcu ostatnim razem robili mi takie awantury o wszystko, chodziło o remont domu, że dostałam zawalu (w mojej ocenie). No i wyrzuciłam ich  z mieszkania. Dopóki będą żyli, będą niszczyć wszystko, co będę próbowała zbudować, będą rozsiewać kłamstwa na mój temat. Będą przekupywać ludzi, żeby mnie niszczyli i zaprzyjazniać się  z moimi wrogami. Jasna Góra kocha ich, jak każdego mojego wroga, Jasna Góra każdego mojego wroga będzie sadzać w pierwszych rzędach i namaszczać ich głowy olejem. TYLKO dlatego Marian Lech znalazł swój dom w Częstochowie, że był moim wrogiem.

Na koniec postanowiła mnie wykończyć głodem. Jak będziesz posłuszna, będziesz miała wszystko, jak nie będziesz mi uległa zabiorę ci wszystko.

Wspłczuję jej, ale jest manipulowana i z masonizowana w takim stopniu, że nie jest możliwa JAKAKOLWIEK relacja. Moja mama jest już mutantem, a zawdzięcza to zapewne Marianowi Lechowi.

 

Katarzyna Papiernik