Moje życie

Rodzina

Mój życiorys nieuporządkowany

Urodziłam się 19 sierpnia 1975 roku w Tomaszowie Mazowieckim rodzice w tamtym czasie mieszkali już w Ursusie, na przedmieściach Warszawy ale mama wolała urodzić w miejscowości swojej matki i tam przebywałam jeszcze jakieś 2 miesiące (o ile mi wiadomo).

W Warszawie były bardzo skromne warunki mieszkaniowe. Mieszkaliśmy razem z bratem taty i jego żoną, oraz z babcią.  Potem przeprowadziliśmy się stopniowo do Ursusa na tzw. przejściówkę, a  potem do Piastowa, gdzie dostaliśmy mieszkanie  czteropokojowe, a w końcu do pierwszego domku jednorodzinnego na tzw. Pruszkowskiej wsi, gdzie kumkały żaby i piały koguty. W tej chwili rodzice mieszkają  w domku jednorodzinnym w Piastowie,tuż za granicą Warszawy z bażantami, w bliźniaku z bratem i jego rodziną przez ścianę. I nudzą się na emeryturze. Tata w czasach PRLu zajmował kierownicze stanowisko w zakładach Ursus był odpowiedzialny za tworzenie nowej taśmy produkcyjnej  Ursusa Ferqusona(?).  Jeździł na zagraniczne delegacje (Paryż, Niemcy…). W latach 90 rozpoczął swoje pierwsze   eksperymenty z deweloperką, mniej lub bardziej udane, ostatnia firma zajmowała się kładzeniem kanalizacji w drogach. Po przejściu na emeryturę odsprzedał udziały w firmie wspólnikowi. Mama zajmowała się domem i wspierała tatę w karierze, trochę próbowała pracować chałupniczo dopóki musiała ze względów finansowych, a w  ostatniej fazie dla osobistego rozwoju podjęła pracę też w branży budowlanej w dziale inwestycyjnym Poczty Polskiej. Tata miał jakąś tam legitymację partyjną, za bardzo się tym nie przejmował, byliśmy dosyć religijną rodziną. Aczkolwiek ta religijność była taka może trochę powierzchowna.

  Oaza

Moje problemy rodzinne zaczęły się w wieku lat 15, w  ósmej klasie podstawówki,  dokładnie w Wielki Piątek, kiedy po raz pierwszy poszłam na spotkanie oazowe. Wtedy rozpoczął się okres mojego bardzo intensywnego nawrócenia.  Bóg  mnie oczarował, zachwycił, całkowicie pochłonął. Moje zaangażowanie w oazę było totalne, taką mam naturę,  miałam tam bardzo dużo przyjaciół, byłam bardzo szczęśliwa. Razem z Arturem Moczarskim, przyjacielem, byliśmy odpowiedzialni za wspólnotę w Piastowie. Moja rodzina bardzo dramatycznie przyjęła mój nowy styl życia, pomimo tego, że moje zaangażowanie kościelne  nie wiązało się z żadnymi złymi nawykami, byłam  w krucjacie antyalkoholowej,  o narkotykach nie mogło być w ogóle mowy. Mieliśmy swoje imprezy bezalkoholowe, ze dwa razy w roku, wyjazdy rekolekcyjne, wspólne wypady do kina czy wycieczki górskie. Razem dojeżdżaliśmy do Warszawy do szkół, ja do jednego  z lepszych liceów im. Klementyny Hoffmanowej , tuż przy Dworcu Centralnym, za Mariottem. W podstawówce byłam najlepsza w całej szkole i miałam średnią 5,0 przez wszystkie 8 klas. W ogólniaku miałam średnią chyba  w okolicach 4, w każdym bądź razie na pewno najlepsza już nie byłam (dostałam  6 na maturze z historii).  W klasie maturalnej rodzina zmusiła mnie do odejścia ze wspólnoty oazowej interweniując u odpowiedzialnego za moją wspólnotę ks. Pawła Rossy, (zresztą ks. Paweł, który później robił doktorat na KULu) przyznał się, że stchórzył przed moją rodziną, przyznając im, że powinnam być przede wszystko córką, a nie oazowiczką.  Sama sytuację rozeznałam i zdecydowałam się zerwać kontakty z oazą, gdzie byłam  znana, szanowana. Jeszcze po kilku latach po powrocie z Karmelu,  gdy jakaś osoba z tamtych czasów spotykała mnie na ulicy to reagowała z wielkim entuzjazmem, a na imprezę powitalną po powrocie udało mi się zaprosić 50 osób, które mnie jeszcze  z tamtych czasów pamiętały (bezalkoholową, jasna rzecz).

Powołanie

Jeszcze w trakcie formacji oazowej pojawiło się   pragnienie życia całkowicie dla Boga, życie w celibacie, zaczęłam rozpoznawać swoje powołanie zakonne. Napotkałam Karmel na Wolskiej (zresztą zaprowadziła mnie do niego Agnieszka Salamucha), bardzo chciałam wstąpić do karmelu już po maturze. Kierownicy duchowi się sprzeciwiali, i jakkolwiek się upierałam stanęło na tym, że skończę studia, W grę nie wchodziło oczywiście nic innego, jak tylko teologia.  Prawdopodobnie trafiłabym na UKSW gdyby nie interwencja mojego katechety, ks. Wojciecha Bartkowicza, obecnie prefekta seminarium Warszawskiego. Był zaprzyjaźniony ze mną i Agnieszką Salamuchą (bardziej Agnieszką), bo prowadził Kościół Domowy.  Doradził nam, żebyśmy wyjechały na KUL, bo tam jest wyższy poziom.  Moja rodzina o dziwo zgodziła się na to i płaciła za moje studia. I tak wylądowałyśmy na jednej stancji, Mucha na pedagogice, (została zresztą na KULu jako naukowiec), ja na teologii, jedną nogą w Karmelu. Żyłyśmy jak zakonnice, odmawiałyśmy wspólnie brewiarz i miałyśmy wspólną kasę.

KUL

Do oazy już nie wróciłam, związałam się z duszpasterstwem karmelitów na Świętoduskiej (m.in. wystawialiśmy tam razem sztukę św. Tereski, potem uczestniczyłam naukowo  w części seminaryjnych wykładów razem z klerykami),  Mucha miała zostać Blachniczanką, ja dojeżdżałam do Karmelu w  Dysie i zżerała mnie tęsknota za życiem zakonnym.

Rzym

W czasie studiów miało miejsce moje spotkanie ze św. Janem Pawłem II. Miałam do niego jedno osobiste pytanie, łudziłam się, że będę mogła je zadać. Tak się zdarzyło, że w imieniu naszego rocznika zostałam wydelegowana do  wręczania papieżowi upominku i  w tej chwili zobaczyłam w oczach Jana Pawła  II odpowiedź. Potem  na zdjęciu pamiątkowym zauważyłam, że papież trzyma mnie za dwie ręce, ma zamknięte oczy, pochyloną głowę , tak jakby modlił się  w mojej intencji…

Avila

Karmelitanki w Dysie pomogły mojej koleżanki z seminarium ks. Prof. Szymika zorganizować nasz wspólny wyjazd do Avila w Hiszpanii. Obie pisałyśmy prace z XVI-wiecznych hiszpańskich mistyków, ja ze św. Jana od Krzyża, ona z Ignacego Loyoli. Zatrzymałyśmy się w klasztorze Encarnacion, gdzie św. Teresa od Jezusa żyła przed reformą w San Jose, pracowałyśmy w muzeum , a wieczorami grzebałyśmy w Aviliańskiej bibliotece,  w ten sposób zebrałam materiały do swojej pracy magisterskiej, (polskie opracowania nie dotykały tematyki miłości bliźniego  w dziełach św. Jana od Krzyża).  Zwiedzałyśmy również miejsca związane z naszymi duchowymi mistrzami: takie jak Duruelo, czy Alba de Tormes. Tym właśnie zbiegiem okoliczności udało mi się napisać pracę magisterską, której tytuł miałam już na drugim roku studiów. O. Marian Zawada OCD twierdził, że obrany przez mnie temat u św. Jana od Krzyża nie istnieje, więc  bez tych hiszpańsko i angielskojęzycznych materiałów nie dałabym rady, chociaż i tak była praktycznie samodzielną interpretacją dzieł św. Jana od Krzyża.

Bardzo tęskniłam za karmelem, bardzo pragnęłam rozpocząć już życie zakonne w związku z tym zdecydowałam się po na połączenie 3 i 4 roku studiów,  chociaż profesor Szymik protestował . Skończyło się urlopem zdrowotnym, (astma oskrzelowa), ale pracę oddałam i obroniłam w terminie.

Siostry nie chciały mnie jeszcze  w klasztorze, wiec po studiach rozpoczęłam pracę w ośrodku rekolekcyjnym w Wesołej.  Zastępowałam tam szefowa przez jakiś czas, potem próbowałam pogodzić pracę ze studiami doktoranckimi na UKSW. W międzyczasie matka Mariola z karmelu w Dysie dała mi kontakt do ś. p. ojca Grzegorza Marciniaka SJ, który miał rozeznać moje powołanie. No i tak intensywnie się dosyć mną zajął . To był niesamowity człowiek, wielki mistyk, bardzo mi pomógł w tamtym czasie, bardzo dużo się od niego nauczyłam,  przede wszystkim zrozumiał moje pragnienie duchowe i przekonał karmelitanki do tego żeby mnie przyjęły, wstąpiłam 30 września 1999 roku.

Karmel  mam we krwi.  Pierwszą lekturą duchową z duchowości karmelitańskiej były, przeczytane w pierwsze wakacje po maturze, dzieła zebrane św. Jana od Krzyża.  Zachwyciła mnie, i chociaż jest bardzo trudna,    dla mnie była bardzo oczywista i już na drugim roku studiów miałam  tytuł pracy magisterskiej.  Wiem też, że nieoficjalnie na roku nazywano mnie „św. Janem od Krzyża”…

Byłam karmelitanką przed wstąpieniem do karmelu, w trakcie pobytu w klauzurze,  i jestem nią po dzień dzisiejszy, i  umrę jako karmelitanka, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

Postulat

Postulat – Wystawiamy Małego Księcia

Obłóczyny

Obłóczyny obłóczyny ojciec Grzegorz Marciniak którą bardzo dobrze się rozumiałam dmuchowo wiedział mi w karmelu przez pierwsze pół roku postulatu przyjechał dopiero na obłóczyny którym przewodniczył jedna z największych postaci duchowości karmelu Święta Teresa od Dzieciątka Jezus doktor kościoła miała swoich historii tak zwany odczynowy cud śniegu czyli obfite opady śniegu towarzyszące jej buczynach który miał miejsce w czerwcu i nie powinny się były zdarzyć W sposób naturalny które odczytała jako wielką miłość Jezusa do niej podobna sytuacja zdarzyła się w moim życiu przy obu cena chociaż ja oto ani nie prosiłam ani tego nie pragnęłam ani nie marzyłam o czymś takim umlauty w ten sposób że mojemu czyny przypadały na szóstego kwietnia w tamtym No to było bardzo ciepło w Warszawie w tym czasie było 20 stopni na plusie tego dnia Natomiast w Lublinie na jakieś 3 dni przed moimi obliczeniami dbam wielkiej rekolekcjach i przymierzałam habit to siostry dla mnie żyły zaczęły się nagle bardzo obfite opady deszczu w zasadzie ściana deszczu połączona z gradem który ostatecznie przerodził się w śnieg i tak sam a w tym samym dniu roboczym było już w samym dniu moich obłóczyn było już zupełnie biało i Ciągle padało także goście którzy dotarli na moje obłóczyny tak naprawdę utknęli Zresztą jeden z kapłanów ojciec Andrzej marianin Prowincjał Marianów który miał przyjechać do do karmelu w tym dniu też nie dojechał ponieważ już w Lublinie go zasypało i i i dojechał o nas dopiero następnego dnia chociaż nie był bezpośrednio gościem na obłóczyny tylko po prostu tak się w terminie jego wizyta zbiegła w karmelu buczyny są bardzo skromną uroczystością z kierownikiem duchowym kapelanem rodzicami ewentualnie garstką przy znajomych trwa jeden dzień kiedy nowo włączona nowicjuszka wchodzi w wianku z kwiatami czasem nie zrobiła się z tego wielka wielka uroczystość ponieważ tak się złożyło że było kilku kapłanów w tym kilku których ja prosiłam kilku jeszcze dojechało przypadkiem.

Obłóczyny – nakładanie habitu

No i cały ten śnieg spowodował duże zamieszanie ponieważ karmel był zasypany i samochodami nie można było wyjechać moi znajomi poszli po śniegu na pieszo do do Lublina 10 km natomiast wielkie osobistości prawda kościelne zostały uwięzione i razem z moim tatą który przyjechał na obłóczyny jednym samochodem razem z moim proboszczem który go osobiście o to prosiłam żeby się moimi rodzicami zajął na sytuacja była przy komiczna ponieważ mój tata był absolutnie przerażony po tych wszystkich scenach domowych których Ja praktycznie i uciekłam z domu bo rodzina Nie absolutnie nie akceptowała mojego wyboru a tata nagle został zamknięty w tej klauzurze na 2 dni bo tak samo przerażony jak mój proboszcz no i ten mój biedny tata musiał jeść wszystkie posiłki razem razem z wielkimi osobistościami kościelnymi słynnymi rozerwanymi którzy też z mojego powodu mieli problemy ze swoim przełożonym i ponieważ nie chcieli im uwierzyć w to że naprawdę utknęli mieli dużo kolejnych obowiązków który po prostu zawalili z mojego powodu No więc w nagle zrobiłam się wielką gwiazdą w której było słychać w wielkim jest a i umożliwiając kontakty tych ojców razem z z przełożonymi zdenerwowany mi

Obłóczyny śnieg DZIEŃ PO

Obłóczyny Komunia ś.p. Grzegorz Marciniak

Obłóczyny – goście

Przypuszczam że siostry poczuł się przytoczone tak słynną nowicjuszka bo my tego że ja byłam bardzo szczęśliwa w karmelu to niedługo potem rozpoczęły się moje problemy Zresztą nie będę bezpośrednim powodem mojego odejścia z karmelu była jednostce Wspólna brzuszek która poszła misje wyrzucenia mnie przypuszczam to ona że to ona rozpuściła dużo plotek na mój temat po prostu mnie z niej sławił a jeszcze w trakcie karmelu nie wiem skąd ta informacja że ja jestem masonem być może to właśnie to był powód mojego wyrzucenia bo nie Powiedziano mi tak naprawdę dlaczego mnie wyrzucono żeby się z tym szał że jestem masonem ale ja je w tamtym czasie jeszcze w ogóle nie wiedziałam nawet o istnieniu masonerii Nie wiem skąd ta fotka jest się wzięła w każdym bądź razie wyszłam za to miałam taki moment że sama chciała wystąpić nawet takiego kryzysu duchowego ale bo to dla mnie niesamowicie też tak traumatyczne i pamiętam że podczas mszy pożegnalnej nie chcę mówić nie płakałam przez całą godzinę mojej moi znajomi przyjaciele którzy nie znali wiedzieli że myśleli że ja się już potem nie podniosę bo wiedzieli jak bardzo byłam zaangażowana w karmę rodzina mnie przyjęła otwartymi rękami Czekali na to przypuszczam też że właśnie wizyty mojej mamy mogą mieć jakiś związek z twoim odejściem z karmelu bo po buczynach moja mama zaczęła przyjeżdżać to rodzina zaczęła przyjeżdżać i przypuszczam że mama Na opowiadała jakieś kłamstw na siostrą zewnętrznymi to też się przyczyniło do mojego odejścia już to robiła to specjalnie z premedytacją nie pierwszy raz i nie ostatni wystąpiłam 2001 roku i pod koniec sierpnia i pierwszego.

 

 

Koncelebransi

Obłóczyny Dziękczynienie

Katecheza

Moja Pierwsza Komunia

Dziewczyny miłosiernie przyjęły mnie do chórku

Anielskie pienia na Wigilii szkolnej

Września z malutkim opóźnieniem rozpoczęłam pracę jako katechetka w pobliskim zespole szkół w specjalnym ośrodku szkolno-wychowawczym dokładnie w Pruszkowie pracowałam z dziećmi nie tylko z upośledzeniem umysłowym ale również ze ze środowisk resocjalizacyjnych nas to był niesamowity skok ponieważ po dwóch latach życia w karo klauzurze w całkowitej izolacji od świata zewnętrznego kiedy wrażliwość emocjonalność kobiety wyostrza się nie słucha Byłam też pionierem w nauce w tworzeniu w tworzeniu programu nauki angielskiego dla tych dzieci ponieważ akurat w tym czasie kiedy ja tam pracowałam po raz pierwszy wyszedł nakaz nauki angielskiego w ośrodkach tego typu i nie bo do tego absolutnie żadnych podręczniku więc sama musiałam pracować nowatorską chciałabym podjąć studia doktoranckie ale ojciec Grzegorz Marciniak który był w tamtym czasie był kierownikiem duchowym i zabronił w tamtym w trakcie tych sześciu lat trafia również na na pana Mariana Lecha psychologa bardzo źle trafiłam niestety gdybym rodzaj takiej Przyjaźni był zaufanym moi wspólnicy Nóżki która mnie wyrzuciła notabene też była po Dorota Wojciechowska bo po pierwszym roku studiów psychologii rozpoznawał mi jakieś zranienia zrobić zrobiłaś tego jakieś wielkie halo prowadziła swoją osobistą diagnozę i nie wiem tam terapię chyba jeszcze chyba do tego żadnych pranie oczywiście no i ojciec ten Marian Alek był dla niego był przyjacielem zaufanym psychologiem dostałam do niego kontakt wychodząc z karmelu a ponieważ miałam bardzo trudną sytuację w domu itd źle znosiłam to odejście z karmelu więc w pewnym momencie zdecydowałam że rzeczywiście spróbuję się z nim skontaktować i bardzo na jej głupie

Niestety jak się okazało to chyba jest w sumie wszystko wskazuje na to że to jest człowiek z służb specjalnych jest brak który bardzo niefortunnie się na mnie uwziął nie zaakceptował mojej decyzji o zaprzestaniu terapii Sześć lat później kiedy zdecydowałam że przestaje Zrywam z zawodem katechetę ja Marta dobre relacje z nauczycielami zrobiliśmy nowe i takie rekolekcje same dziewczyny mi Poprosimy nawet te niewierzące o to żebym zorganizowała co mam szkołę a w takiej rekolekcje wielkopostne co udało nam się razem z proboszczem bardzo fajnie przeprowadzić każda wychowawczyni coś przygotowywała ze swoją klasą na rekolekcje jakieś prace plastyczne jakieś animacje Myśmy to wszystko zebrali w całość świetnie się przy tym bawiliśmy ale też jej dzieci były bardzo zadowolone Myślę że też z pożytkiem jakimś duchowym Aczkolwiek w przypadku tych osób upośledzonych umysłowo powiedzmy Ta formacja religijna troszeczkę inny ma przebieg A więc tak naprawdę ich kontakt z Bogiem jest dla nas tajemnicą więc bardzo trudno jest oszacować owoce duchowy takich lekcji Zdecydowałam się odejść ze szkoły dlatego że bardzo tęskniłam za życiem zakonnym za możliwością całkowitego zaangażowania modlitwę zresztą przez całe te 6 lat ciągle jeździłam na różne rekolekcje każdy czas wolny poświęcał tamtemu każdą niedzielę spędzałam choszczówce

Pożegnanie w gronie fantastycznych nauczycielek

Choszczówka

gdzie znalazłam dogodne warunki do modlitwy w kurpiowskiej kaplicy założonej przez Prymasa Wyszyńskiego przeniesionej z Mazur w choszczówce otoczone lasami Gdzie żyła jeszcze Za moich czasów Mary siostry zwrócone prymasowskich żyły sobie w drugim domu Tam gdzie przebywał prymas a w zasadzie tak Kurpiowska kaplica była dosyć dużo bo tylko do mojej dyspozycji i mogłam tam sobie spokojnie w mojej klauzurowe i twoją klauzurowym ukryciu modlić się całe niedzielę to było to był cudowny czas przyjeżdżam najwcześniej w się dało około 7:00 8:00 a wyjeżdżam Najpóźniej jak się dało czyli tak koło 16:17 żeby zdążyć na wieczorną mszę świętą na które zabierałam dzieci z internetu na 18:00 w Pruszkowie no to był cudowny czas po prostu nie potrafiłam żyć bez modlitwy więc tamto moją pracę w katechezie rekompensują właśnie tymi wypadami niedzielnymi która też wiązały się ze spacerem po okolicznych lasach którym można było iść 10 i 20 km w jedną stronę w choszczówce nie nie nie tyle chciałam mieć kontakt z siostrami co po prostu potrzebowałam dostępu do Najświętszego Sakramentu Nie planowałam wstępować tam do do ich niczego zgromadzenia po prostu nie potrafiłam że gdzie indziej niż tylko w kontekście takim właśnie zakonnym nawiązała międzyczasie kontakt też w ramach tych moich rekolekcyjnych wędrówek dom rekolekcyjny w tylko wicach dosyć dużo się działo przez te lata Zresztą No i zapragnęłam że takiego życia pustelniczego życia pustelniczego i chciałam no miałam takie przeczucie przekonanie że że powinnam to pustelnie założyć właśnie w pobliżu domu rekolekcyjnego ojców Karmelitów w Piotrkowicach miałam tam ojca Jana od Krzyża młodszego tak zwanego który pozytywnie się odnosił do tej do tego mojego zamiaru Licząc na lato na jego poparcie Zrezygnowałam z pracy w szkole w rzeczywistości jednak No tak naprawdę to karmelici wystawili mnie do wiatru zostałam z niczym i przez taki mniej więcej rok byłam na bezrobociu i mieszkałam sobie u rodziców tylko pomagałam trochę w domu głównie gotując chyba jest Sprzątając żono tak zwanej pustelni potem sobie postanowiłam rozpocząć działalność gospodarczą chciałam dotację unijną i zupełnie od zera Uczyłam się wszystkiego

Biznes

Założyłam sklep internetowe księgarnie katolicką znak pustyni pl która też miała taki profil profil powiedz kolejne 6 lat prowadzenia działalności gospodarczej Uczyłam się w marketingu Uczyłam się internetu nie miałam z wielkich wyników finansowych względu na to że no nie miałam doświadczenia Po pierwsze a po drugie nie miałam też wykształcenie ale bardzo dużo się uczyłam i w tej chwili mam mam chyba sporo rozeznanie w tej materii po kilku latach prowadzenia tej firmy dalszym ciągu się nosiłam jeździłam na te rekolekcje rozmaite i cały czas było to pragnienie życia modlitwy i życia nie tyle zakonnego co może pustelniczego już rodzina Cały czas próbowałam i zmienić i zmusić do tego żebym była normalna czyli taka jak oni to znaczy za żebym zajmowała się tylko i wyłącznie rodziną bardzo brakowało mi nie ograniczonego dostępu do Najświętszego Sakramentu bo nie mam Kolejną próbę rozpoczęcia życia pustelniczego przeprowadziłam się do choszczówki tam siostry pozwoli mieszkać na domu rekolekcyjnym Tam też zaczęły się moje problemy z hierarchią kościelną wiesz Pan Marian lew nie zaakceptował faktu że ja zerwałam kontakt no i serdecznie Dopadł mnie znasz kogoś kto rozpocząłeś procedur kościele w każdym bądź razie jakieś tam postępowanie miałam problemy z kapelanem które w tamtym czasie mam problemy z kapelanem który w tamtym czasie po prostu się do mnie przystawiał.

Jasna Góra

Katarzyna Papiernik