Noce


Po pierwsze: obawiam się, że jak pójdę do szpitala to już za szybko z niego nie wyjdę i dlatego chciałabym uporządkować parę spraw. Po drugie: nie mam przekonania, że bycie w szpitalu jest mniej niebezpieczne dla mojego zdrowia niż bycie w domu. Po trzecie: po prostu jest mi tutaj dobrze, w moich 40 m2, chociaż z  wielu powodów nie powinno być i tak naprawdę nie moich. Jestem pustelnikiem, a do dochodzenia do zdrowia jest potrzebny spokój. Szpital naruszy tą moją wewnętrzną równowagę, nie jest więc dobrym miejscem na toczenie takich walko życie.

No i nie chciałabym zostawić moich powojników,  wiernych towarzyszy moich udręk. Bo dużo przeszły od swojego początku i ledwo je odratowałam, a teraz obsypały się obiecującą obfitością pąków wszelakich.

Noce ciężkie, oddychać coraz trudniej, nie bardzo wiem, czy dodatkowe atrakcje to te larwy, które mnie penetrują, czy też jakieś wylewy, zatory i krwawiące nowotwory (tętno nitkowate mogłoby o tym świadczyć).. Staram się kontrolować wszystkie parametry, żeby utrzymać to w racjonalnej równowadze i ocenić absolutną konieczność udania się do szpitala, ale na razie odwlekam tą chwilę. A nuż widelec zostanę uzdrowiona tak całkiem całkiem?Jak będą chcieli mnie zabić to zabiją, niemniej jednak moje życie JEST  w ręku Boga, a w moim ręku walka. Ot, co. Jeśli to zator płucny to mogę umrzeć w każdej chwili, a czy jest, czy nie jest tego nie wiem, bo fałszują mi badania.

Jak odkryją mi nowotwór to pójdę na stół, a odkryją to wersja bardzo optymistyczna, bo do tej pory raczej wszystko zatajali. A że jest to już pewne. I serce może operacji nie wytrzymać, jeżeli rzeczywiście miałam zawał, chociaz wmawiają mi, że EKG idealne. Trochę obrażają moją inteligencję…

Katarzyna Papiernik