Tajemnice dziurawca

Napiszę dziś kilka słów o tajemniczej roli jaka odegrał w moim życiu dziurawiec. To on będzie dzisiaj głównym bohaterem tego wpisu. Rzecz będzie jeszcze o Quiosque, Gliniarzach i trucicielach.

Od czasu moich nieprzyjemnych doświadczeń z lekarzami (czerwiec tamtego roku), które zakończyły się całkowitą bezskutecznością działań tradycyjnej medycyny, zaczęłam swoją przygodę z ziołami i suplementami.

Dobierałam mieszanki ukierunkowane na konkretne działania:

  1. oczyszczanie organizmu z toksyn (regulacja układu trawiennego)
  2. podnoszenie odporności
  3. antybiotykoterapia i zioła o działaniu wiruso i grzybo-bojczym
  4. wzmacnianie serca
  5. wzmacnianie układu nerwowego (osłonowo)

Nie miałam konkretnych badań, które wyjaśniałaby stan zdrowia mojego zdrowia mojego organizmu. Było wiele niejasności w kilku kierunkach:

  1. Spadki w morfologii (tłumaczone przez lekarzy anemią)
  2. Niewyjaśnione spadki żelaza do 20 (pomimo uzupełnianie zapasów stale nawracające)
  3. Bóle serca, arytmie i niewielkie skoki ciśnienia i pulsu (bez wysiłku do 140)
  4. Problemy z oddychaniem
  5. Kamienie w nerkach
  6. Narastające osłabienie, skokowe, w zmiennym cyklu ale z równią pochyłą
  7. Rosnący brzuch, zaburzenia cyklu miesiączkowania
  8. Bladość
  9. Puchnięcie, tycie ( z rozmiaru 38-40 na 44)

Po przeleczeniu pasożytów odczułam pewna ulgę, ale jak powiedział jeden z lekarzy , nie tłumaczyło to wszystkich objawów.

Po tym, jak odstawiłam lekarzy, zaczęłam intensywną kurację czosnkiem. Doszło do tego, że zjadałam do 3 główek (nie ząbków – GŁÓWEK) czosnku dziennie. Dawka wydawałoby się szokująca, ale dla mnie zupełnie przyswajalna, czułam się po niej dobrze. Próby wycofania czosnku w tamtym czasie kończyły się pogorszeniem stanu zdrowia.

Czosnek leczył bowiem zarówno serce (uszczelnianie naczyń krwionośnych), jak i pasożyty i mój układ trawienny. Przypuszczam, że były w tym czasie potężne stany zapalne (co sygnalizowały niektóre wyniki OB – do 6 krotnego powiększenia), w każdym razie czułam natychmiastową ulgę po spożyciu czosnku). No i (ewenement) nie śmierdziało mi z ust!

Po kilku miesiącach jednak poczułam znużenie, dzisiaj na czosnek nie mogę już patrzeć. Przerzuciłam się wiec na czosnek niedźwiedzi.

Fitoterapia czyli leki z Bożej Apteki

Nie lekceważmy tego, co podarował nam Bóg

Moje ulubiona zioła, które włączałam stopniowo, stosowałam zamiennie , to:

czosnek niedźwiedzi, głóg, jemioła, krople nasercowe ( z dodatkiem konwalii niedostępnej w innej formie), dziewanna, macierzanka, mniszek lekarski, babka lancetowata, perz, skrzyp polny, karczoch, rumianek, mięta, melisa, bluszczyk kurdybanek, lipa bez, tymianek, pokrzywa, w formie nalewek jeszcze goździki i anyż, oraz melisę , okresowo kozłek lekarski i szyszki chmielu.

Z suplementow: spirulina, chlorella, produkty pszczele(mleczko pszczele, pylek pszczeli, pierzga), tran (omega 3), skwalen, witamina D3 plus K2, witamina A plus E, magnez plus B6, grzyby reishi, amigdalina, gotu cola

I wydawałoby się, że zioła te biorę może niepotrzebnie, lub, że są nieskuteczne, gdyby nie to, że z powodów finansowych w pewnym momencie, po prostu mi się zaczęły kończyć. Wygaszałam je przez jakieś dwa tygodnie, poczułam znaczne pogorszenie, i przy zastrzyku gotówki, od nowa kupiłam prawie cały zestaw włączając jeszcze BOHATERA DNIA, PANA DZIURAWCA.

Gliniarze – historie prawdziwe

O dziurawcu usłyszałam po raz pierwszy w jednym z odcinku Gliniarzy, to są prawdziwie historie w z policyjnego archiwum. Rzecz się miała tak: kochanka jakiegoś lekarza z małej miejscowości zaszła w ciążę. On tej ciąży nie chciał i postanowił bez jej wiedzy pozbyć się tego dziecka lekami. Dziewczyna jednak się zorientowała, poprosiła o pomoc zielarkę, która przepisała jej dziurawiec. Zioła działały, wypłukiwały zapisaną truciznę, płód miał się dobrze, a lekarz przepisywał coraz większe dawki lekowych trucizn. Dziecko przeżyło, mama nie, bo dostała dziwnego zawału serca…

Odcinek jest o tym, jak policjanci dochodzili do prawdy i ostatetcznie postawili zarzuty lekarzowi.

Jaka była moja reakcja? Oczywiście: włączyłam do mojego zestawu dziurawiec.

I co sie okazało?

Kochani moi. Tak, to prawda. Zaczęłam chudnąć, z godziny na godzinę. Opuchlizna schodzi ze mnie, jak z napompowanego materaca. Po dwóch tygodniach systematycznego stosowania dziurawca wraz z : czosnek niedźwiedzi, macierzanka, pokrzywa, babka lancetowata, bluszczyk kurdybanek, bez, lipa, głóg, mniszek oraz babka płesznika i melisa.

Quiosque – nadzwyczajna marka

O mojej przygodzie z Quiosque już pisałam?

Na skutek narastającej ilości, jak mi się wydawało, tłuszczu w moim ciele i gwałtownej zmianie gabarytów zmuszona zostałam do operacji logistycznej pt. wymiana garderoby na rozmiar 44. Doszłam do momentu, w którym wszystko co miałam w szafie było jakieś dwa rozmiary za małe. Ponieważ jednak ostatnio czuję się źle, bardzo źle na przemian ze znośnie i wychodziłam z domu dość rzadko, to po prostu nie zwracałam na to uwagi. Ponadto nie miałam pieniędzy na ubrania. Z perspektywa wiosny i chodzenie w przyciasnych ubraniach bez osłony zimowej kurtki postanowiłam jednak zaradzić złemu.

Trafiłam akurat na fantastyczną wyprzedaż (80%) w jak się później okazało polskiej firmie Quiosque. Sporo czasu mi to zajęło, ale odnalazłam najtańsze i najlepsze jakościowo z ich oferty, (dostałam na to dodatkowy fundusz od rodziny), i przeorganizowałam szafę.

Więcej paragonów na życzenie. Rozmiar jest ukryty w numerze artykułu: 44, a nawet dwa razy 46 i dwa razy 42.

To najbardziej udane zakupy w moim życiu. Piękne, klasyczne, eleganckie szare spodnie w kancik za jedyne 30 zł , spódnice: jedna 10 zł, druga za 20 i za 30, śliczne bluzeczki bardzo dobrej jakości w kwiaty po 20. Aż grzech było nie kupować. Najdrożej, bo 60 zł zapłaciłam za buty.

Polepszacze nastroju

Dołączę paragony, żebyście mieli dowód, że nie kłamię, połowę tego asortymentu oczywiście zwróciłam… Coś tam jednak w szafie zostało… Musiałam co nieco poprawiać u krawcowej, miedzy innymi dlatego, że w tajemniczych okolicznościach zaczęła zanikać moja talia, ponadto spodnie trzeba oczywiście podłużać, każdorazowo, spódnice też.

No tak, ale co z robić ze starą częścią moich ubrań? Próbowałam sprzedać je w pobliskim ciucholandzie, spotkała mnie jednoznaczna odmowa (sic!). Pozostała mi tylko internetowa wyprzedaż, w ten sposób może uda mi się odzyskać część , albo nawet całą sumę wydaną na nową szafę w rozmiarze 44.

MOJA WYPRZEDAŻ JEST DOSTĘPNA TU!

Podsumowanie: na ubrania wydałam 500 zł. Kupiłam za to 11 bluzek, 4 spódnice i trzy pary spodni i jedną parę butów, dobrej jakości do wieloletniego użytkowania. Czy to dużo, czy mało? Zważywszy na to, że przez ponad rok nie kupowałam praktycznie nic, a także uwzględniając, że większość z tych rzeczy kosztuje normalnie ponad 100 zł za sztukę, to na pewno nie. No i jeszcze może chociaż połowę tej sumy odzyskam ze sprzedaży starych rzeczy?

Ubraniowa rozpusta…

Takie zakupy to w moim przypadku to rozpusta, na którą sobie pozwoliłam z kilka powodów.

  1. Przy przewlekłej chorobie potrzebne są POLEPSZACZE NASTROJU. Jestem estetką, posiadanie w szafie ładnych ubrań podnosi mnie na duchu.
  2. Skomplikowana operacja pt wychodzenie z domu po zakupy staje się łatwiejsza do zrealizowania , kiedy wiąże się z przyjemnym dobieraniem różnych elementów stroju z tych piękności, które w niej są ukryte.
  3. W razie znacznego pogorszenia stanu zdrowia, co może się zdarzyć, mam naszykowane, uprane i uprasowane, powieszone na wieszaczkach, zestawy ubraniowe na każdą okazję ( i do lekarza i do szpitala), w na tyle dużych ilościach, żebym nie musiała często prać, i jak najdłużej móc poradzić sobie bez niczyjej pomocy.

Muszę zresztą przyznać, że robienie takich logistycznych zakupów, w których można zaplanować większą ilość zestawów i zapotrzebowań jest dużo tańsze, bo nie kupuje się rzeczy nieprzydatnych.

Ale wracając do naszego bohatera dziurawca.

Pan dziurawiec spisał się na medal, bo aż się czuję nieswojo, z godziny na godzinę zmieniam gabaryty, chociaż brzuch wciąż wystaje. Przy czym leżę w łóżku całe dnie TAK JAK LEŻAŁAM i jem prawie same warzywa, tak jak jadłam ( a ostatnio zdarzyło mi się nawet ze 3 pudełka lodów). Aż się zastanawiam, czy coś w ogóle ze mnie zostanie, jak będę tak nadal chudnąć.

Ja wiedziałam, że ta moja grubość jest objawem chorobowym, bo znam swój organizm. Mam to po Tatusiu!!! Od lat mojej młodości mogłam zjeść całą brytfankę ciasta zupełnie bezkarnie. Tatę wiecznie podejrzewali o raka, bo nadmiarem ciała nie grzeszył, a i do dziś dnia osławionego brzuszka u niego nie ujrzysz. Bardzo zdrowe, zróżnicowane jedzenie nie mogło doprowadzić do takich zmian nawet po czterdziestce…

Nie robię sobie zdjęć. Z założenia, ale postanowiłam, że pokażę wam, jak wiszą na mnie te koszulki do spania w rozmiarze XL, w które chwilę temu się nie mieściłam….

Koszulka z Pepco XL za 20 zł.

Mój osobisty kryminał…

Pan dziurawiec. I truciciel. Do układanki potrzebna by była jeszcze sprawna policja, która truciciela znajdzie.

A gdyby się okazało, że trucicielem jest psycholog, który postawił osławioną diagnozę o moich zaburzeniach psychicznych i przyczynie psychosomatycznej moich problemow zdrowotnych? Tak bardzo chciał być sławny, albo postawić na swoim, ze posunął się do trucia mnie, w celu wywołania dziwnych objawów. Kolejny krok, to dotarcie wielkiego celebryty do środowisk lekarskich z siłą manipulacji i finansowej perswazji, w celu wmówienia im, że konieczna jest wizyta u psychiatry, która wszystkiemu zaradzi. W ten sposób lekarze nie przeprowadzili dalszej szczegółowej diagnostyki, a co za tym idzie i leczenia, a także nie wykazali obecności trucizny we krwi. To tylko robocza hipoteza rodem z mojego osobistego kryminału.

A jak ona się zakończy? Może zagadkowym zawałem serca? Albo bohaterską akcją policyjną i wyrokami skazującymi? Kto to wie?

Proszę Państwa. Oto ON. PAN DZIURAWIEC. Nasz dzisiejszy BOHATER.

A NIE MÓWIŁAM, ŻE PSYCHOLOGOWIE SĄ LEPSI W ZACIERANIU ŚLADÓW?

Katarzyna Papiernik