MMS z Pustelni – czyli o tym jak pisałam e-booka…

Ewangelizacja internetowa, to dla mnie, korzystanie z narzędzi współczesnego marketingu marketingowego do rozpowszechniania treści religijnych.. Kiedyś pokusiłam się o stworzenie ebooka ewangelizacyjno-reklamowego. Pracowałam w pewnej ciekawej kościelnej instytucji i pomyślałam sobie,

że może warto by było rozpowszechniać ideę tego fajnego miejsca w ten sposób. Nigdy wcześniej nie próbowałam pisania prozy, ale…

Najpierw spróbowałam odtworzyć historię takiego przykładowego „rozwoju duchowego”, który dokonuje się w ciągu tygodnia u osoby przyjeżdżającej do Pustelni. Jak na fikcję literacką przystało, nie folgowałam wyobraźni, więc pojawił się tam mnich, którego tak naprawdę w Pustelni Złotego Lasu nie było. Przepraszam, był tylko taki drewniany – skarbonka, ale ostatecznie żyli na tym miejscu kameduli przez 400 lat i było ich słychać szczególnie w wewnętrznym chórze, w którym ciszę można było pokroić… Więc to był taki mnich przykładowy.

Skondensowałam ten rozwój niemiłosiernie do jednego tygodnia pobytu w Pustelni, choć w rzeczywistości powinien być rozłożony na lata. Później zaczęłam to konsultować,  i ktoś zwrócił mi uwagę, że  akcja powinna być urozmaicona poprzez wprowadzenie większej ilości bohaterów. Po zastanowieniu, w dość dużym pośpiechu dodałam drugą postać, małżonka głównej bohaterki. Miałam jednak spory dylemat, mało znam psychikę męską i naprawdę trudno mi było wczuć się w postrzeganie pustelnianej rzeczywistości przez męskiego bohatera. Zaczęłam się konsultować z różnymi pracownikami płci męskiej… Na koniec, oczywiście głównym bohaterem był Jezus, i  Oblubieńcza historia, rodem z karmelitańskiej duchowości, historia miłosna bohaterki żeńskiej i Jej Oblubieńca Jezusa. I to nie do końca zgadzało się z ideą jej małżeństwa (uuups!). Wszystko było też  trochę w nawiązaniu do tytułu pamiętnika Gabrieli Bossis: „On i JA”. A trochę z serca…

A TYTUŁ, wymyśliliśmy kiedyś razem przy stole. To znaczy, ks. Wiesław wymyślił, „szef wszystkich szefów”.  Pozdrawiam wszystkich Pustelniaków. A swoją drogą warto tam się wybrać.

Proszę o wybaczenie za ten metodologiczny „misz- masz”, a jak ktoś ma ochotę przyjrzeć się bliżej moim prozatorskim próbom – pisałam to w ciągu trzech godzin nie odrywając ręki, to będę bardzo ciekawa Waszych opinii. O tym, gdzie należy pojechać dowiesz się z ebooka.

http://blog.znakpustyni.pl/?p=95

Katarzyna Papiernik